8. Etap: Leszno – Wschowa

24 km

Leszno – Święciechowa – Trzebiny – Niechłód – Osowa Sień – Wschowa

http://

Ponieważ wczorajszy etap bardzo nas wymęczył podjechaliśmy dzisiaj autobusem do Święciechowa. Jak się później okazało decyzja była słuszna. Dalsza wędrówka była balsamem dla ducha i dla ciała. Ponad 20 km pokonaliśmy „spacerkiem”.

Nocleg w moteliku przy boisku sportowym – z czystością nie najlepiej. Koszt noclegu 55złotych od osoby.

Po Mszy św. poszliśmy do proboszcza po pieczątki. I tu wielka niespodzianka. Dostaliśmy 200zł. na dalsze noclegi.

DSCN0700

Zdjecia z tego etapu mozna ogladac tu (prosze przycisnac)

2016-05-21 013

Droga Wielkopolska i Droga Dolnośląska –

Relacja   –   Zofia Fryźlewicz

8. dzień, wtorek, 17 maja, Leszno – Wschowa, 24 km

Kolano rano nie bolało, więc zapragnęłam chociaż trochę zobaczyć miasto, tym bardziej, że mieszkaliśmy blisko rynku. A na rynku stał przepiękny ratusz, podobno jeden z najwspanialszych w Wielkopolsce, w co wierzę, bo naprawdę piękny w harmonijnej formie i kolorystyce (arch. wł. Pompeo Ferrari na dworze Leszczyńskich). Potem z Ewą do Kolegiaty św. Mikołaja po pieczątkę, bo podobno tam należało iść. Bardzo piękny kościół późnobarokowy, teraz dodatkowo z Bramą Miłosierdzia. Ewie się dostało od księdza, że wymyśla z pieczątką i coś tam jeszcze … . Pomnąc wczorajszą drogę przez miasto, postanowiliśmy wyjechać z miasta autobusem miejskim do Święciechowej. Wysiedliśmy nie tam, gdzie należało i przegapiliśmy kościół św. Jakuba. Jednakże Święciechowa słynie przede wszystkim z tego, że przez jej rynek przebiega oś ziemi, a ponieważ oś obracając kulą ziemską zgrzyta, więc burmistrz nakazał tę oś raz w roku oliwić masłem z beczki. Po 3 godz. odpoczynek w Niechłodzie, niegdyś siedzibie wielu rodów wielkopolskich, a także własność benedyktynów z Lubinia. Na lekkim wzniesieniu drewniany kościółek WW Świętych, cmentarz oraz mauzoleum Bojanowskich. Na ławkach pod zadaszeniem mogliśmy się posilić kawą, herbatą i ciastkami, a fundatorką tych dobroci była pani sklepowa. Idąc w kierunku Osowej Sieni przekraczamy dawną granicę polsko-niemiecką, czyli porzucamy Wielkopolskę i wchodzimy do woj. lubuskiego. Nazwa wsi pochodzi od jej wielowiekowych właścicieli Ossowskich. Pozostały po nich pałac, klasycystyczny dwór z rozległym parkiem i cennym drzewostanem ( wszystko w rękach prywatnych właścicieli). Kolano znów zaczęło boleć, więc dłużą chwilę odpoczywali wszyscy na skwerku pod figurą Najśw. Serca Jezus. Zbliżała się burza, kiedy zabieraliśmy się do drogi, ale akurat nadjechał autobus, więc wsiedliśmy i pojechali do Wschowej. Tutaj były zarezerwowane noclegi w hotelu przy stadionie, w pok. 3-os., 30 zł/os. Warunki marne, brudno i po socjalistycznemu, łazienka na korytarzu. Zdążyliśmy przed deszczem, noga po smarowaniu i odpoczynku trochę odpuściła, więc trzeba było rozglądnąć się po miasteczku. Bardzo nam sie podobało, szczególnie rynek z jego malowniczymi kamieniczkami i murami obronnymi. Nawet był drogowskaz do zamku, ale się okazało, że to była uliczka do karczmy Zamek. Wschowa słynie z tego, że w tym mieście brał ślub król Kazimierz Wielki z księżniczką żagańską Jadwigą, co jest uwiecznione wizerunkiem młodej pary na ratuszu. Z racji dobrego położenia na trakcie z Wielkopolski na zachód, często odbywały się tutaj ważne wydarzenia polityczne, np. spotkania władców. Na koniec dnia nabożeństwo majowe i msza św. w kościele farnym św. Stanisława bpa (arch. P. Ferrari), sympatyczne spotkanie przy pieczątkach w kancelarii parafialnej i zaskakujący gest ks. Zygmunta w kwestii naszego sponsoringu.