14/5 Etap: Nowogrodziec – Zgorzelec

DSCN1023

Zdecydowalysmy z Gerti wczesniejszy powrot do Niemiec. Autobusem dojechalysmy do Zgorzelca, gdzie mialysmy dosyć dużo czasu na zwiedzanie miasta i wizyte w Görlitz.

2016-05-18 007

Droga Wielkopolska i Droga Dolnośląska –

Relacja   –   Zofia Fryźlewicz

14. dzień, poniedziałek, 23 maja, Nowogrodziec – Henryków Lubański, 20 km

Wprawdzie tylko 20 km, ale droga dała się nam we znaki, szczególnie z Lubania. Przed Lubaniem, w miejscowości Uniegoszcz, przy kościółku Narodzenia NMP (w kościele pełna kwiatów kapliczka z figurą św. Jakuba) łączą się dwa szlaki pątnicze: Dolnośląska Droga św. Jakuba i Via Regia, które będą szły razem następne 30 km. Tam dostajemy pieczątkę i wpisujemy się do kroniki.

W Lubaniu, dawnym saksońskim mieście, które do Piastów przynależało niepełne 30 lat w XIV w., nie zachowało się wiele oryginalnych zabytków. Wśród najstarszych, nie przetrwał kościół św. Jakuba i szpital pod tym samym wezwaniem, przeznaczony dla kupców, wędrowców i pielgrzymów, podążających Via Regia (Wysoką Drogą). Dziś na tym miejscu jest tylko mały skwerek św. Jakuba, mający za plecami supermarket, a z przodu plac Czerwona Torebka. Pozostałe zabytki to m.in. baszta pofranciszkańska z XIV w., Dom Solny z XVI w., neogotycki kościół p/w Świętej Trójcy z XIX w. Przy wyjściu z miasta świeżo zbudowany kościół św. Jadwigi Śląskiej oraz Krzyż Milenijny z 2000 r.

Wyjście z Lubania to bardzo ruchliwa, dwupasmowa droga w kierunku Zgorzelca, której 4 km musimy pokonać w wielkim, południowym upale, zanim dotrzemy do Pisarzowic, gdzie w jednym ze starych poniemieckich domów poprosimy o wrzątek. Po krótkim odpoczynku idziemy przez ładną wieś, rozmawiamy z uczniami przed ich dużą szkołą i dalsze ok. 4 km pokonujemy spokojną asfaltową drogą, która lekko pnie się pod górę, ale dzięki temu oglądamy malowniczą panoramę aż po Karkonosze. Na końcu tej drogi, już w Henrykowie widzimy cel naszej dzisiejszej wędrówki – duży, ceglany budynek schroniska młodzieżowego „Pod Cisem”. Po krótkiej chwili przyjeżdża kierownik obiektu, miły pan w średnim wieku, pracownik gminy, odpowiedzialny za infrastrukturę bytową całej gminy, a sam tylko Henryków rozciąga się na przestrzeni 11 km. Budynek niedawno po kapitalnym remoncie, duża sala sypialna, łóżka składane, pościel jeszcze nowa, długie stoły i odpowiednia ilość krzeseł, sanitariaty bez zarzutu, kuchnia dobrze wyposażona, obliczona na większą ilość konsumentów, oszczędna energia itp. itd. To wszystko za 18,40 zł /os. Pan nas zostawia samych, po urządzeniu się, idziemy zwiedzać wieś, zaczynając od kościoła. Z daleka widać, że jest to dobrze zagospodarowane centrum, gdzie na obszernym przykościelnym placu, z kościołem w tle, zadaszona estrada, równie dobrze może to być ołtarz polowy, liczny rząd ławek, trawa wykoszona, idealna przestrzeń dla imprez. Otoczony murem z krużgankami, datowanymi na XIII w., kościół katolicki p/w św. Mikołaja, podobnie, jak sam Henryków, przez długie wieki należał do lubańskiego klasztoru ss. Magdalenek. Zniszczony znacznie działaniami wojennymi II w. św., po wojnie odbudowany. Wokół kościoła zasadzono młode cisy z tabliczkami nazwisk znanych Henryków. W święto Henrykowa, 15 lipca, kolejne drzewka sadzą osoby o imieniu Henryk. Podobno przez wieś utworzona jest aleja drzew cisowych, prowadząca do słynnego w świecie cisa. W przewodniku informacja, że jest to najstarsze drzewo w Polsce, a może i w całej Europie, liczące 1250-1300 lat. Przetrwał najgorsze wojny i celowe uszkodzenia i nadal trwa. Jutro rano tam pójdziemy.

15. dzień, wtorek, 24 maja 2016 r., Henryków Lubański – Zgorzelec, 20 km.

Ostatni dzień naszego pielgrzymowania na Camino Polaco, kończymy wędrówkę ze wschodu na zachód, z granicy litewsko-polskiej do granicy polsko-niemieckiej. Wstajemy wcześnie, bo mamy pociąg do Krakowa ze Zgorzelca o godz. 13,37. O godz. 6.30 przyjeżdża kierownik schroniska, oddajemy mu klucze, prosimy jeszcze o krótką informację na temat słynnego, wiekowego cisa, który koniecznie musimy odwiedzić. Słyszymy od naszego gospodarza, że „Nasz cis naszym bogactwem” i bardzo się o niego troszczą, bo ostatnio zmarniał, podobno go nornice podgryzają. Ku naszemu zadowoleniu, cis nam po drodze do Zgorzelca. Nie ma problemu z trafieniem, bo co kawałek tabliczka informacyjna, jak daleko, ale jakoś nie widzimy tej alei cisowej. Zbliżając się, coraz bardziej wypatrujemy tego niezwykłego obiektu. Jakież jest nasze rozczarowanie, kiedy widzimy prawie uschłe drzewo, z wypatroszonym pniem i zmurszałą korą ! Zatrzymaliśmy się przy nim dłuższą chwilę, bo bardzo nas ten widok zasmucił, ale czas naglił z obawą, że nie zdążymy do Zgorzelca na pociąg. I znów nam św. Jakub podstawił autobus pod nos i jakoś głupio było nie skorzystać z tego dobrodziejstwa. Teraz rezerwa czasowa pozwalała nam na sprawdzeniu nie tylko, gdzie jest stacja kolejowa w Zgorzelcu, bo opinie były skrajne tak, jak skrajnie bezsensowna była nasza wędrówka na drugi koniec miasta. Zostało nam jednak jeszcze tyle wolnego czasu, że mogłyśmy z Ewą przejść most graniczny na Nysie Łużyckiej i poczuć się na chwilę za granicą w Gorlitz. Dalej to już Droga Żytawska św. Jakuba, ale nic nie wiem o tym, abyśmy nią dalej mieli iść.

Zamykamy Camino Polaco, mając za sobą ponad 1000 km wszerz naszej Ojczyzny, bogatsi o to wszystko, cośmy na tym szlaku św. Jakuba przeżyli w spotkaniach z historią i żywymi ludźmi.

Zofia Fryźlewicz

Kraków, czerwiec 2016.