10/1 Etap: Głogów – Grodowiec – Droga Dolnośląska

28 km                                                              Droga Dolnośląska

Głogów – Brzostów – Kurowice – Łagoszów – Jakubów – Gaiki – Żuków – Grodowiec

http://

Cztery miesiace po smierci Papieza – Pielgrzyma, Jana Pawla  nastapilo otwarcie pierwszego odcinka camino w Polsce.

Pierwszym odtworzonym w Polsce odcinkiem Drogi sw. JAKUBA byla otwarta  24 lipca 2005 roku Dolnoslaska Droga sw. Jakuba z Glogowa i Jakubowa do Zgorzelca.

Absolutnie zwariowany dzień. Wyjście z Głogowa trwało ponad godzinę. Zdenerwowane i trochę już zmęczone wyszłyśmy na szlak. Droga prowadziła nas długo szosą. Po paru kilometrach dotarłyśmy do Jakubowa. Tu spotkało nas bardzo duże rozczarowanie. Rozpropagowane na całą Polskę słynne Jakubowo miało zamknięte „wrota”. Po godzinie czekania zjawił się całkiem przypadkowo pan kościelny. Wysłuchał naszych żali i otworzył kościół. Nie miał jednak dostępu do pieczątki, aby wbić ją do naszych pielgrzymich paszportów. Sytuację uratowała pani w pobliskim sklepie… – ŚMIECH NA SALI.

Ruszyłyśmy w dalszą drogę. To nie był naprawdę nasz dzień.

Pogubiłyśmy się kompletnie i potrzebowałyśmy wielu godzin aby jakimiś dziwnymi skrótami dotrzeć do Grodowca.

Wynagrodzeniem była wspaniała msza, potem kolacja i nocleg w parafii pw. św. Jana Chrzciciela.

2016-05-19 001

Zdjecia z tego etapu mozna ogladac tu (prosze przycisnac)

DSCN0125

Droga Wielkopolska i Droga Dolnośląska –

Relacja   –   Zofia Fryźlewicz

10. dzień, czwartek, 19 maja, Głogów – Grodowiec,

Od rana same kłopoty. Długo nie mogliśmy wyjść z miasta, zgubił nam się szlak, chyba 1,5 godz. plątaliśmy się po ulicach Głogowa, ale bez wielkiej złości, bo miasto nam się podobało w bogatej wiosennej zieleni, kwitnących bzach i kasztanach. Wreszcie ludzie nas wyprowadzili na prostą Aleją Wolności i ul. Sikorskiego, wprost do Brzostowa, ukrytego wśród alei lipowej i kwitnących kasztanach. Wyszliśmy na hipermarket i dalej z ul. Perseusza polną drogą do Kurowic (w godle mają dorodną kurę), gdzie usiedliśmy na odpoczynek pod kościółkiem św. Wawrzyńca (w sklepie naprzeciwko były pyszne drożdżówki z kruszonką). Miejscowe panie poradziły zmianę trasy, bo na szlaku do Modły trwają prace drogowe; należało iść prosto, droga asfaltową, która zaprowadzi nas do Jakubowa.

W Jakubowie spotkało nas ogromne rozczarowanie: kościół św. Jakuba, sanktuarium krajowe tego świętego apostoła, zamknięty na głucho. Przylegający do kościoła dom, wg tablicy na murze, siedziba Bractwa św. Jakuba – zamknięty. Głuchy telefon na jedyny nr kontaktowy. Dobrze, że te kilka ławek stoi w cieniu i można odpocząć. Gdy ruszaliśmy smutni stamtąd, nagle pojawił się pan, który przedstawił się jako kościelny, a jednocześnie członek Bractwa. Otworzył nam kościół, gdzie pokłoniliśmy się św. Jakubowi, namalowanemu w głównym ołtarzu oraz w postaci figurki w kaplicy bocznej, wpisaliśmy się do księgi pamiątkowej, ale pieczątek do naszych paszportów nie uzyskaliśmy. Uzyskaliśmy pieczątkę urzędową w miejscowym sklepie GS. A tak nam się marzyło w ciężkich chwilach na 400 km szlaku, aby tylko do Jakubowa dojść i to wystarczy. Ale nie wystarczyło, zastana sytuacja dodała nam nowych sił, aby gdzieindziej szukać satysfakcji. Poszliśmy do Grodowic, aby odkryć tam prawdziwe sanktuarium, prawdziwie święte sanktuarium MB Grodowieckiej, Jutrzenki Nadziei, o którym nikt z nas nie miał pojęcia. Ale zanim tam dotarłyśmy, przeżyłyśmy koszmar zgubionego szlaku, ale za to mogłyśmy się zbliżyć do szybów wydobywczych KGHM, z których najwyższym jest Św. Jakub. Długo plątałyśmy się po asfaltowych i leśnych drogach, pod którymi ukryte jest ‘polskie złoto”, co dla nas, ludzi niewtajemniczonych o istnieniu w tym miejscu kopalń, nad którymi rośnie bujny rzepak, pszenica, kukurydza, było pewnym przeżyciem. W końcu dotarlysmy. Widoczny z daleka, bo położony na wzniesieniu, wysoki, o wysmukłej sylwetce Kosciol, p/w św. Jana Chrzciciela, a jednocześnie Sanktuarium Matki Bożej Grodowieckiej Jutrzenki Nadziei prezentuje się wspaniale. Kościół z przyległościami tworzy rozległy zespół zabytkowy z XVIII w., ale od średniowiecza z kultem maryjnym. Z tego samego okresu wystrój kościoła, z kolorową figurką MB w głównym ołtarzu, której bronią dwaj 6-cio skrzydłowi cherubini (serafini ?). Unikalnym dziełem snycerskim jest ambona ze scenami z życia Chrystusa, a także konfesjonały. Wokół kościoła liczne kapliczki Drogi Różańcowej, a na wzgórzu odległym ok. 0,5 km – Kalwaria. Główne wejście udekorowane jako Brama Miłosierdzia. Wokół kościoła idealny porządek, mnóstwo kwiatów i drzew; akurat teraz kwitnie różowy kasztanowiec. Na podwórzu gospodarczym inwestycja: dawna obora przerabiana jest na dom noclegowy dla pielgrzymów na 25 miejsc. Po budowie oprowadza nas ks. Piotr. W każdym kącie widać dobre gospodarskie ręce i umiejętne zarządzanie pomocą finansową, płynąca nie tylko z UE na restaurację zabytków, także, a może nawet w większej skali sponsoring miejscowego potentata, czyli KGHM. Plebania niedawno po remoncie, robi wrażenie urządzenie poszczególnych pomieszczeń. Proboszcz, ks. Mariusz Kołodziejski, zbiera starocie i trofea myśliwskie, a oprócz tego fotografuje. Księża zapraszają nas na Mszę św. i nabożeństwo majowe, potem na kolację, a potem na śniadanie. Pozwalają nam poruszać się swobodnie i fotografować. Śpimy na parterze, panie w jednym dużym pokoju, Boguś w bibliotece, naprzeciwko mamy dużą łazienkę. Bardzo mi się tu podoba i będę namawiać prezesów „Pielgrzyma”, aby w przyszłym roku zorganizować tu pielgrzymkę autokarową, uwzględniając dodatkowo np. Głogów, Wschową, Polkowice itp.